wtorek, 30 sierpnia 2016

Szorty z wykroju na długie spodnie

Przyznam się, że mimo posiadania na koncie siedmiu par spodni, nadal szyję każde następne z instrukcją w ręce. Choć coraz częściej tylko po to, żeby się upewnić, czy dobrze pamiętam, albo sprawdzić kolejność. Miałam taki plan, że uszyję jeszcze ze dwie pary w niewielkich odstępach czasu, to sobie ugruntuję. Przyszedł czas na szorty - robota ta sama, tylko nogawki krótsze. Idąc za ciosem, na pewno machnę je błyskawicznie przed wakacjami, pomyślałam, w tydzień zdążę z palcem w nosie. No i się zaczęło....

Najpierw planowany materiał okazał się zleżały. Czekał, czekał, aż spłowiał. Tak że ten ...  uwalniajcie tkaniny!!!! A potem coś mi ta moja ukochana Husqvarna zaczęła stroić fochy. Ściegi luźne, nitka się rwie. Każdy szew musiałam zszywać dwa razy, żeby się trzymało. Wymyśliłam sobie stębnowanie nicią do jeansu, ale ponieważ nie polubiła się z podwójną igłą, to trzeba było pojedynczo każde przeszycie. Nić się rwie, maszyna wydaje dziwne odgłosy, ja poszerzam słownik, mąż się irytuje, że wprowadzam do domu nerwową atmosferę. Chromolę, nie szyję. No dobra, szyję. Przecież nie odpuszczę. Pruję, zszywam jeszcze raz, pruję, szyję... Wiecie, jak to jest przy stębnowaniu, jak się przerwie w połowie ściegu, to trudno ruszyć idealnie prosto, przynajmniej ja nie potrafię. No to pruję od początku. I jadę... i znowu.. i czwarty dzień. A wakacje zbliżają się susami. Ale skoro postanowiłam, że będą stębnowania kontrastową nitką, to będą, choćby miał być rozwód.



Doszłam do paska, który jest odrysowany od górnej krawędzi spodni, albowiem Burda przewiduje krojony całkiem na prosto, co przy biodrówkach się nie sprawdza. Ślicznie, równo wykroiłam, każdą konieczną część pieczołowicie podkleiłam flizeliną, zszyłam elementy, przypięłam do spodni i...... noosz... za krótki! Dobra, troszkę naciągnę. No nie, jednak za krótki, jak bym nie naciągała, to za krótki. A jak naciągnę jeszcze bardziej, to się nie zapnę. Czyli krojenie, podklejanie i zszywanie od początku.

I tak w w sumie trzy razy.... No ja nie wiem, jak to jest, że mi się tak ciągle zdarza. Dodaję te zapasy z zapasem, na wszelki wypadek, bo przecież osiem poprzednich pasków - czy to do spodni, czy do spódnicy - pamiętam to dobrze, było za krótkich. Nooo, to tym razem to ja już dodam zapasy z taką nawiązką, że heeej. Hm, i znowu za krótki. Cóż, taki mój urok, co poradzisz, nic nie poradzisz.

A na końcu okazało się, że o ile rurki z tego wykroju są super-hiper i fajne, że takie wąskie, to niestety na szorty się ten obwód nogawki nie nadaje. Wiecie jak to wygląda, jak się siedzi, nogawka - długość mini i ona się tak wpija się w udko, które wygląda, jakby się wylewało, rozlewało, było wielkie jak u wieloryba i w ogóle tłusta słonina. Choćby się miało rozmiar 34. A ja już nie mam, ekhem. A poza tym zwyczajnie niewygodnie. I w ogóle jak się to stało, że całe te szorty takie jakieś, kurczę, ciasne....? Przecież pamiętam, że wybierałam materiał elastyczny... no na bank był elasty..cz..ny... ?? Aha.. to nie ten. Tamten zleżały miał elastan, alternatywny już go nie posiadał, ale w ferworze i amoku, jakoś nie zwróciłam uwagi. Zatem poszerzanie. I czwarte krojenie paska, bo znowu za krótki. Niewiele to dało, więc z przypływie rozpaczy nie zszyłam bocznych szwów do końca. I w sumie fajnie wyszło :-)


I tak oto powstały w wielkich bólach szorty, które oceniłam, że raczej dużej kariery wakacyjnej nie zrobią. Bo jednak wygoda to podstawa i o ile w wizytowej kiecce można nie oddychać albo broń boże nie podnosić rąk do góry, to jednakowoż krótkie portki na wycieczki i plażę powinny być przede wszystkim wygodne i nie krępować ruchów. Zrobimy sesję w pięknych okolicznościach i to by było na tyle. No. A potem tak się rozciągnęły, że przechodziłam w nich cały wyjazd :-)


Jeszcze na koniec pytanie : jak skracacie nogawki z długich na szorty? Ciachacie równo czy może przód albo tył dłuższy? Może po łuku? Bo ja wykroiłam do długości kolan (znaczniki), żeby wiedzieć, odkąd równo odmierzać, ale to chyba niepotrzebne było, bo i tak przez trzy godziny podwijałam na sobie i latałam do męża "ej, błagaaaam, popatrz, równoooo???" ;-)

 
Rozmiar: 36
Materiał: tkanina bawełniana
Zużycie materiału: nie pamiętam ;-)
Maszyna i ściegi: Husqvarna E10 - ścieg prosty, Merrylock 689 - obrzucanie 3-nitkowym overlockiem.

37 komentarzy:

  1. 1. Sceneria do zdjęć rzeczywiście genialna,
    2. Po raz kolejny zazdraszczam, że szyjesz sobie spodnie, a ja nie dość, że się boję je uszyć, to się nawet boję do sklepu po nie wejść,
    3. Bardzo mi się podobają. A stębnowania - bajka!
    4. Nie znam odpowiedzi na żadne z zadanych przez Ciebie pytań. Ale z chęcią poczytam mądrzejszych ;)
    5. A może być zainstalowała Disquisa? Wtedy nie musiałabym zerkać codziennie czy może przypadkiem odpowiedziałaś mi na komentarz - tylko dostałabym to na maila :P
    6. 100 lat Cię tu nie było. Cieszę się, że zdarza Ci się wracać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... raptem półtora tygodnia temu był poprzedni post... ;-)) Ale fakt, trochę mi blogowanie podupadło, zwłaszcza komentowanie u innych. Blogger szwankuje, nie pokazuje wszystkich postów w obserwowanych, czasu jakby mniej, często czytam, oglądam i nie mam już chwili na napisanie porządnego komentarza, a tak po łebkach to nie lubię. No i kończy się na tym, że w ogóle nie piszę :-(

      Magda, kurczę, bierz wykrój na proste portki bez kieszeni, żeby było mało części, bierz jakąś bylejaką bawełnę elastyczną i czym prędzej zabieraj się do szycia. Po prostu spróbuj :-) Wierzę w Ciebie. Jeśli tak ładnie dopasowujesz sukienki, to ze spodniami też sobie poradzisz, tylko wszystkie poprawki będą trochę inne. Pokażesz fotki z szycia na fb, to Ci pomożemy z dziewczynami, jakby co :-)

      A Disquis... no może bym się nawet skusiła, gdybym wiedziała, jak to zrobić.. ;-)

      Usuń
  2. Jak ja sobie pooglądałam Twoje stębnowania, te kieszenie, to doszłam do wniosku, że moje są jak od siekiery. No ale co się dziwić, jak ja zawsze chcę szybkiego efektu. A u Ciebie zawsze wszystko dopracowane, przemyślane, po prostu majsersztyk! I jeszcze mistrzostwo we wszywaniu paska (niebieskie spodnie perfekcja). Spodenki bardzo ładne, jak i okoliczność sesyjne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, ale Ty masz gotową jedną kieckę na tydzień! Z podszewką lub odszyciem! :-) Ale bardzo mi miło, że tak uważasz, bo z kolei ja podziwiam Twój sposób szycia. Cóż, każdy ma swój styl pracy i to fajne, że się różnimy :-)

      Usuń
  3. Te boczne szwy nie doszyte do końca są bardzo ładne. Spodnie dopieszczone, wyglądają wspaniale. I dzięki ci za podniesienie na duszy, dlaczego ja zakładam, że wszystko ma mi wyjść za pierwszym razem, ostatnio przez to straciłam werwę do szycia, dodałaś otuchy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, szyję trzy lata, uszyłam blisko 80 różnych ciuchów, a i tak zawsze jest coś do poprawy. Uszy do góry, na tym polega nauka i rozwój :-)

      Usuń
  4. Tak to jest jak się na ostatnią chwilkę coś chce szybciutko zrobić, a wtedy wszystko staje okoniem :) jak dobrze to znam ;) Ale, ale - spodenki wyszły fantastyczne. Fason wręcz idealny dla Ciebie, a kontrastowa stebnówka to już mistrzostwo świata! Wszystko perfekcyjne! W ogóle nie widać po nich drogi, którą z nimi przeszłaś podczas prucia. Lubię takie cudeńka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm.. gdyby było widać po nich tę drogę przez mękę, to nie byłoby dobrze... ;-) Dziękuję za miłe słowa :-)

      Usuń
  5. Szycie - katorga. Ale za to efekt znakomity. Gratuluję! M. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :-) Po skończeniu rzeczywiście czuję, że warto było. Bo w trakcie to w ogóle nie miałam takiego poczucia ;-)

      Usuń
  6. Spodenki świetne, wartało się pomęczyć bo efekt jest super i te przeszycia na kieszeniach bajka ;-)Pewnie byłyby wygodniejsze z elastanem ale figury ci można pozazdrościć więc ten słoń i wieloryb to raczej nie na miejscu ;-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba bajka dla niegrzecznych dzieci, przynajmniej w trakcie szycia ;-))
      Jakoś ten brak elastanu jest do przeżycia, ale wiesz, każda, nawet najchudsza osoba, jeśli się ją wciśnie w coś za małego, co się wpija w ciało, wygląda źle. Ale najważniejsze, że udało się te szorty uratować.

      Usuń
  7. No to miałaś niezły maraton z tymi spodniami. Ale jak się baba uprze, to się nie podda tak łatwo ;). Koniec końców wyszły Ci szorty w sam raz na wakacje, kolejne doświadczenie możesz dopisać natomiast do swojej listy, wszak spodnie spodniom nierówne i ich szycie także. Pomysł z pękniętymi nogawkami uważam za bardzo udane i oryginalne rozwiązanie. Popatrz, do czego to jednak mogą krawca zmusić okoliczności. Ty masz ciekawe nogawki, ja kolorowe wnętrze :). Twoje stębnowania to prawdziwe cacuszko i uczta dla oczu. No i zastanawiam się, czy jest szansa na to, że kiedyś skończą Ci się pomysły na stębnowanie tylnych kieszeni. Coś mi się jednak zdaje, że chyba Ci to nie grozi ;).
    W swojej karierze nie obcinałam zbyt wielu spodni, ale jednak mi się to zdarzyło, to Ci napiszę. Otóż ja cięłam nogawkę z tyłu po prostej, a z przodu właśnie po delikatnym łuku. On jest chyba niezbędny właśnie po to, żeby z nóg się takie balerony nie robiły. A w wykrojach na krótkie spodenki to w ogóle chyba tyły też są po łuku cięte. Wyszło jako tako, a wyszłoby lepiej, gdybym rozpruła jeszcze szew boczny - wtedy podłożenie wyszłoby bez zarzutu. No ale to już przy następne okazji. Także jeśli planujesz jeszcze kiedyś jakieś szorty, rozważ, czy nie spróbować zrobić nogawek w ten sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie chyba najważniejsze, żeby się nie poddawać w momencie, kiedy natrafia się na pierwszą przeszkodę. Bo na ogół ona jest do pokonania. Druga zresztą też. I wtedy najczęściej rodzą się najfajniejsze niespodziane detale. Aczkolwiek czasem też jest tak, że przeciwności piętrzy się aż tyle, że doprawdy - nic tylko pieprznąć tym wszystkim w kąt. I powiem Ci, że byłam bliska. Ale ponieważ akurat nie miałam innego pomysłu, co by tu teraz szyć, nic w kolejce, to jakoś tak siedziałam i dłubałam, dłubałam i dłubałam ;-)
      Co do stębnowania kieszeni, to zasadniczo wszystkie są takie same... Także ten.. wielkiej filozofii w tym nie ma ;-) Ale pochwalę się patentem na symetrię, bo mi się fajny wymyślił, a banalny. Otóż, przecięłam papierową kieszonkę po wyrysowanych liniach i przykładałam części do materiałowej kieszeni z już podwiniętymi brzegami. Na wszelki wypadek jednak narysowałam sobie te linie na materiale. No, a potem to już tylko ziuuut, ziuuut, przeszyłam. 40 razy.... hahahha :-D

      Natomiast w kwestii skracania - intuicyjnie czułam, że gdzieś łuki powinny być. Chociażby dlatego, że krótkie rękawy też mają zaokrągloną krawędź. Tylko jakoś tak nie wiedziałam, jak to "na sucho" zrobić. Muszę podpatrzyć gotowe wykroje.

      Usuń
  8. Ty tu o takich męczarniach, a one na Tobie tak pięknie leżą. Normalnie niczym na miarę szyte ! ;-) Tak więc- podobają mi się, bardzo a to rozcięcie na szwach bocznych szczególnie. Byłam pewna, że to tak ma być, że to tak ze zdecydowaną premedytacją ! Ty już siedem par spodni poczyniłaś?! Ło matko. I w dodatku w kolejnych są rzeczy, które niestety nie wyszły idealnie po Twojej myśli... no to ja może lepiej jeszcze dalej w czasie odsunę ten szalony pomysł uszycia dla siebie spodni ! ;-)
    Aaa - i obok tych wzorcowych stebnowań nie jestem śmiała przejść obojętnie! Brawo Ty ! :-)
    Widzę, że Kasia powyżej Ci już podpowiedziała co z tą nogawą. Wydaje mi się to sensowne - sama sobie zapamiętam.

    Reasumując - lubię do Ciebie zaglądać, bo nie boisz się wyzwań będąc przy tym tak szalenie konsekwentną i precyzyjną :-) Podziwiam takie podejście, jest szczerze motywujące. Pozdrawiam, końcówkowo wakacyjnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że te rozcięcia nie z premedytacją, to ja opowiadam tylko wtajemniczonym! :-D Reszcie świata dumnie demonstruję, że "o, a tu sobie takie pęknięcia zrobiłam dla urozmaicenia" ;-))

      Dziękuję Ci za takie miłe słowa, bo tak po prawdzie nie ma chyba nic przyjemniejszego, nie ma większego komplementu niż to, że się kogoś do czego zmotywowało albo zainspirowało :-)

      A co do odsuwania w czasie szycia spodni: Natalio. Zbieraj pupę swą chudą w troki i zabieraj się do pierwszych kotów za płot. Jak nie zaczniesz, to nie dojdziesz do tej przysłowiowej siódmej pary, która już będzie super :-)) Bo u mnie to też nie jest tak, że z poprzednich nie jestem zadowolona. To tylko gen perfekcjonizmu, który nota bene kiedyś mnie wykończy, każe mi szukać dziury w całym i poprawiać, coś, co w sumie wcale poprawiane aż tak bardzo być nie musi.

      Norrrrmalnie, chyba Wam z Magdiczką zrobię wyzwanie, którego warunkiem będzie niemożność niepodjęcia go :-D

      Usuń
    2. Hahaha, wyzwanie byłoby konkretnym motywującym kopniakiem w pupę ;-) Tylko powiem Ci w tajemnicy, że ja dopiero za co najmniej miesiąc wezmę się za jakieś ambitniejsze plany ( może płaszczyk 118A Burda1/2016? :-) ) bo teraz, to nie dość że choróbsko mnie rozkłada, to i mamy remont na głowie, i przeprowadzkę, a potem zapewne szycie łatwych i ładnych materiałowych upiększaczy nowego mieszkania, typu : zasłonki, rolety, poduszki, kołderki, tipi ( tak , wiem, Ty dzieciowych nie lubisz :P ble! ) . Także tego... kiedyś podejdę do tematu, to bez dwóch zdań :-)

      Usuń
    3. Nie uwierzysz, ale właśnie uszyłam zazdrostki dla mamy ;-))

      Dobra, przyjmuję choroby i remonty, ale potem Ci już nie odpuszczę ;-))

      Usuń
  9. Spodnie bardzo dopieszczone z każdej strony, wyszły pięknie. Takie idealne na wakacje, trochę przygód było, ale są super.
    Ja spodnie ucinam na prosto, nigdy nie zwracałam na to uwagi, może dlatego, że mam chude nogi, nogawka i tak jest zawsze szersza.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetto, dziękuję za pochwałę, bo cenię sobie Twoje zdanie. Co do nogawek, to chyba masz rację, że szczupłe nogi w luźniejszych nogawkach nie potrzebują dolnego brzegu po łuku. Sądzę też, że jeśli szorty nie są takie króciutkie, to też ta linia może być prosta. Sprawdzałam w jednych kupnych, takich dłuższych do połowy uda i są proste. Natomiast takie krótkie chyba mają jakąś nieprostą krawędź, bo nawet nie udało mi się równo takich sklepowych ułożyć, żeby ocenić. Nogawki wyglądały nawet tak, jakby były krótsze w środku niż na bokach. Albo to złudzenie. Sprawdzę wykroje Burdy.

      Usuń
  10. Szczęka mi opadła jaka profeska! Z resztą u Ciebie to nie nowość, ale chyba piewrszy raz widzę to tak bardzo. Co do wygody, zgadzam się - najważniejsza, dlatego ja sama kupuję zawsze ciut większe szorty, o szyciu nawet nie myślę :)

    A sceneria klasa! Niech następne szorty czy spodnie wyjdą od razu za pierwszym podejściem. Swoją drogą masz Babo cierpliwość!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za miłe komplementy. Za każdym razem bardzo lubię je czytać :-) Jeśli przyjdzie mi szyć następne szorty, to chyba zaryzykuję jakiś luźny wykrój burdowy lub z Ottobre, może w tej trochę większej obszerności kryje się sukces.
      A sceneria się rzeczywiście udała. W Krakowie wieczny jakiś problem, a tam - nie przeszkadzało nawet, że takie tłumy ludzi, bo tam to każdy z aparatem, nikogo takie fotografowanie nie dziwi. No może tylko wtedy, gdy fotograf celuje w udo, bo tam jest to rozcięcie, "wiesz, kochanie, koniecznie na bloga" ;-))

      Usuń
  11. Historia powstania tych szortów jest niesamowita, doskonale pokazałaś, jak to bywa w szyciu, że rodzina chce wyrzucić z domu albo nas, albo maszynę, albo uszytki ;)
    Podziwiam Cię za cierpliwość i wytrwałość w dążeniu do skończenia ich, to niezwykłe w czasach słomianego zapału

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się zastanowiłam nad Twoimi ostatnimi słowami, czy rzeczywiście mamy takie czasy, i z jednej strony przyznaję rację, ale z drugiej - popatrz, ile dziewczyn opisuje podobne zmagania, ileż takich postów na blogach się przewija, że ktoś walczył, wszystko szło nie tak, ale i tak dobrnął do końca i jest dumny. Może nie jest tak źle :-) I każda każdą podziwia za cierpliwość i za to, że nie odpuściła, a potem okazuje się, że sama miała dokładnie tak samo. Chyba my, szyciarki-hobbystki (i nie tylko hobbystki) po prostu tak mamy, że chcemy rozwijać umiejętności i często zwycięża chęć posiadania tej rzeczy gotowej nad zniechęceniem i/lub lenistwem :-)

      Usuń
  12. Co za przeboje miałaś przy tym szyciu. Podziwiam za upór, ja z pewnością spodnie odłożyłabym do dokończenia na później, aż ochłonę. Spodnie w twoim wykonaniu jak zwykle perfekcyjne, super dokładnie odszyte, aż miło popatrzeć. Cieszę się że spodnie jednak się troszkę rozciągnęły to przyjemniej je trochę ponosisz bo takie rewelacyjne spodenki aż żal chować w szafie. Te pęknięcia na bokach nogawki wyglądają rewelacyjnie. Ja również zastanawiam się nad uszyciem spodni z jeansu, strasznie mnie kusi, a szczególnie po tym wpisie, tylko chciałabym żeby wyglądały jak oryginale, czy próbowałaś możne kiedyś zrobić wycierane jeansy? Istnieją w ogóle jakieś domowe metody na to?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, u mnie odkładanie na później jakoś nie działa. Jak już odłożę, to nie wracam - serce mam już przy innym projekcie. I to chyba dlatego nie odpuszczam, żeby nie spisać danej rzeczy na straty, bo wiem, jak będzie.
      Co do przecierania to w internecie pełno takich domowych sposobów. Nigdy tego nie robiłam, więc nie wiem, jak się do tego zabrać, ale na pewno znajdziesz sto tutoriali. Czekam niecierpliwie na efekt, choć pewnie zachce Ci się dopiero przed następnym latem, bo po co komu szorty na jesień ;-)

      Usuń
  13. Super szorty wyszły i to dżinsowe :) Masz talent do opisów swojej twórczości, pisarka powieści jak nic. Lubię czytać twoje posty i buzia mi się śmieje. Zanim wykroję spodnie to mierzę po boku jakiej długości chcę spodnie i od formy dł. spodni odmierzam bok. Zaznaczam na prosto, ale dodatkowo można pomierzyć odległość równo od kolana w górę. Z tym, że tył nogawki na śr. jest o 1cm. dłuższy. Po zszyciu nogawek, układam bok na boku-czyli mam przód i tył w połowie i równam dół. To czy chcesz łuk z przodu a tył dłuższy to zawsze wolna wola. Ale z reguły przód krótszy a tył dłuższy ok. 1cm. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że podoba Ci się sposób, w jaki opisuję moje perypetie. Zawsze staram się, aby mój tekst nie był zbyt sztywny i protokolarski, a za to miał jakieś zabawne elementy, bo wydaje mi się, że wtedy ciekawiej się czyta i nie jest to nudne.
      Z ta długością o 1 cm większą z tyłu to uwaga, którą sobie zapamiętam. Tak coś czułam, że jakaś zasada pewnie jest. Bardzo Ci dziękuję :-)

      Usuń
  14. Często przy szyciu tak jest, że człowiek się nadenerwuje, napoci, ale efekt wszystko wynagradza.
    Spodenki są idealne. Stębnówki i kieszenie- profesjonalna robota. Bardzo podobają mi się te niezszyte do końca szwy boczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, często z czegoś, co wydaje się beznadziejne, wychodzą najlepsze efekty. A czasem na odwrót - niby szyjemy rach-ciach, bez problemów, a potem ciuch wisi w szafie nieużywany.

      Usuń
  15. Kolejne super spodnie u Ciebie, do tego w pięknych okolicznościach przyrody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, okoliczności rzeczywiście sprzyjały zdjęciom :-)

      Usuń
  16. Jak zawsze zachwycasz swoją perfekcją! Piękne są te cięcia po bokach. Ja ostatnio zwolniłam z szyciem, bo tak jak zrezygnowałam z zakupów w sieciówkach i zaczęłam odgruzowywać szafę, pudła z ubraniami to stwierdziłam, że sporo jest w nich "odszytków" (nie zawsze doskonałych, czy kiedykolwiek założonych). Za to mam czas na nadrabianie zaległości u Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że też bardzo zwolniłam z szyciem, bo właściwie wszystko, co chciałam, już uszyłam chociaż raz. No, może jeszcze tylko płaszcz mi został. Ciekawe, czy to tylko przesilenie, czy entuzjazm opadł mi na dobre.

      Usuń
  17. Spodenki wyszły miodzio choć po tylu perypetiach podziwiam że chciało Ci się je kończyć.
    Co do podwójnej igły i jeansu polecam te od Beissel. Dostałam cały zestaw w prezencie to i testuję. A spodnie skracam notorycznie, młodemu, tuż nad dziurą :) Lecę po prostej.
    Pozdrowienia!
    P.s No i ten disqus faktycznie by się przydał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, też się podziwiam ;-) bo ostatnio raczej odpuszczam, niż z werwą dokańczam, żeby natychmiast zacząć coś nowego. Dzięki za cynk o igłach, spróbuję.
      Co do disqusa to nawet spróbowałam, ale niestety wcięło mi komentarze i musiałam wrócić do komentarzy bloggera.

      Usuń
  18. Spodnie rewelacyjne :) i super że tak dokładnie opisałaś proces szycia, tzn te trudności i problemy które napotkałaś :)
    U mnie zazwyczaj wyglada to podobnie, szyje, pruje, szyje, pruje.
    Ostatnio uszyłam swojemu facetowi spodnie z lnu, moje pierwsze w życiu spodnie :) W sumie to jestem z nich dumna, mimo paru niedociągnieć.
    A już szczytem okazało się jak chłop zażyczył sobie kontrastowe stebnowania gdy spodnie były w zasadzie skończone ;)
    No więc cóź...ja nie zrobie stebnowań? Rozprułam i zrobiłam ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad - choćby uśmiech, słowo lub komentarz do tego, co piszę i pokazuję. To niezwykle motywuje, a dyskusje i porady jeszcze bardziej! :-)